Polskie siatkarki przegrały z Chinkami 0:3 w drugiej fazie siatkarskich Mistrzostw Świata w Japonii. Porażka oznacza, że Polki straciły szanse na awans do finałowej czwórki.

Pierwszy punkt zdobyły chińskie zawodniczki, które zaraz odskoczyły na 3:1. Potem nastąpił soczysty atak Anny Werblińskiej. W kolejnej akcji Polki miały kontrę, ale kompletny brak zrozumienia pomiędzy Mileną Sadurek i Małgorzatą Glinką-Mogentale sprawił, że zamiast remisu było 4:2 dla rywalek. Za moment przewaga Azjatek wynosiła już cztery punkty - 6:2. Wówczas trener Jerzy Matlak postanowił wziąć pierwszy czas w meczu. Po chwili przyszedł as serwisowy Chinek i blok na Karolinie Kosek i na pierwszej przerwie technicznej podopieczne Juemin Yu prowadziły 8:2. Po wznowieniu gry rywalki wywalczyły jeszcze jeden punkt, szósty z rzędu. I dopiero atak Kosek przerwał naszą fatalną serię. Biało-Czerwonym udało się wywalczyć dwa punkty z rzędu, ale przewaga Chinek wciąż była wysoka. Polki fatalnie broniły w tym okresie meczu. Na naszą stronę boiska spadała niemal każda piłka. Przy stanie 6:13 trener Matlak wziął drugi czas. Po potężnych zbiciach Glinki-Mogentale i Werblińskiej strata do przeciwniczek zmniejszył się do pięciu punktów - 9:14. Wówczas o czas poprosił chiński trener. Efekt był natychmiastowy. Jego podopieczne zdobyły dwa punkty z rzędu i tym samym posłały obie ekipy na przerwę techniczną. Przy stanie 16:10 dla Chinek Matlak zdecydował się na dokonanie podwójnej zmiany. W miejsce Glinki-Mogentale weszła Joanna Wołosz, zaś Milenę Sadurek zastąpiła Joanna Kaczor. Wtedy jednak straciliśmy trzy punkty z rzędu. Matlak wciąż szukał najlepszego ustawienia. Zdjął zatem Kosek i w bój puścił Aleksandrę Jagieło. Za moment dokonał podwójnej zmiany powrotnej. Na zagrywce wówczas pojawiła się Sadurek. Przy jej serwisie wywalczyliśmy dwa punkty z rzędu. Przy stanie 14:21 chiński szkoleniowiec znów wziął czas. Gra naszych zawodniczek zaczęła wyglądać nieco lepiej. W efekcie szybko goniliśmy Chinki. Dużo szkód rywalko wyrządzała swoimi zagrywkami Agnieszka Bednarek-Kasza. Rywalki miały problemy z przyjęciem, zaś nasze zawodniczki skutecznie grały na kontrze. To spowodowało, że ze stanu 14:21 zrobiło się 21:23. Nie udało się jednak dogonić rywalek, które wygrały 25:21.
Na drugiego seta Biało-Czerwone wyszły z Jagieło, zamiast Kosek. Polki szybko objęły prowadzenie 2:0 po ataku ze środka Bednarek-Kaszy i ze skrzydła Glinki-Mogentale. Rywalki równie szybko zdobyły trzy punkty z rzędu, ale ich serię przerwała mocnym atakiem Werblińska. Walka "punkt za punkt" trwała do pierwszej przerwy technicznej, na którą nasze zawodniczki schodziły, prowadząc 8:7. Tuż przed nią efektownym atakiem z drugiej linii popisała się Glinka-Mogentale. Po wznowieniu gry najskuteczniejsza w chińskim zespole Yimei Wang została zablokowana na skrzydle i Biało-Czerwone objęły dwupunktowe prowadzenie. I tym razem jednak wypracowana przewaga została szybko utracona. Ponownie udało nam się odskoczyć po ataku Werblińskiej i bardzo skutecznej zagrywce Bednarek-Kaszy. Przy stanie 12:10 trener reprezentacji Chin wziął pierwszy czas w tym secie. Po wznowieniu gry zamiast 13:10 dla Polek zrobiło się 12:11. Udane zagranie na siatce Glinki-Mogentale arbiter z Kuwejtu Abdullah Alenezi uznał za błąd przełożenia rąk. To chyba rozwścieczyło nasze zawodniczki, a zwłaszcza Werblińską, która dwoma wspaniałymi asami posłała obie ekipy na drugą przerwę techniczną. Na niej Polki prowadziły 16:12. Po wznowieniu gry Chinkom udało się odrobić dwa punkty. Biało-Czerwone, tak jak w poprzednich meczach, wciąż popełniały sporo błędów, ale cały utrzymywały bezpieczną przewagę nad rywalkami. Głównie dzięki niesamowitym zbiciom Werblińskiej i Glinki-Mogentale. Niestety, tradycyjnie pod koniec seta, nasze zawodniczki zaczęły tracić przewagę. Po ataku Juan Li i dwóch nieskończonych atakach Polek, zrobiło się już tylko 23:22. Trener Matlak wziął wówczas czas. Do remisu znów doprowadziła dziwaczna decyzja sędziego, który pozwolił kontynuować grę mimo ataku Chinek w taśmę. Za moment w aut zaatakowała Glinka-Mogentale i ze stanu 23:20 dla Polski zrobiło się 23:24. Trener Matlak wziął czas, ale po nim skuteczny atak przeprowadziła Yimei Wang i Chinki prowadziły już 2:0.
Na trzeciego seta polskie zawodniczki wyszły w identycznym zestawieniu, jak na drugiego. Niestety od początku nie układał się on po naszej myśli. Rywalki szybko objęły prowadzenie 3:1. Dzięki kiwce Werblińskiej i ataku Bereniki Okuniewskiej udało się doprowadzić do remisu, ale trzy kolejne punkty należały do Chinek. Na pierwszej przerwie technicznej prowadziły one 8:5. Po wznowieniu gry sytuacja wyglądała jeszcze gorzej. Rywalki odskoczyły na 14:7 i trener Matlak wziął pierwszy czas w tym secie. Na niewiele się to zdało, bowiem Chinki kontrolowały sytuację. Przy stanie 20:12 dla przeciwniczek nastąpił jednak zryw Biało-Czerwonych. Zdobyły one trzy kolejne punkty i przy stanie 20:15 czas wziął dla odmiany chiński trener. Obraz gry niewiele już się zmienił. Chinki wygrały seta 25:18 i cały mecz 3:0.
Polska - Chiny 0:3 (21:25, 23:25, 18:25)
Polska: Milena Sadurek, Katarzyna Gajgał, Anna Werblińska, Małgorzata Glinka-Mogentale, Agnieszka Bednarek-Kasza, Karolina Kosek, Mariola Zenik (libero) oraz Joanna Wołosz, Joanna Kaczor, Aleksandra Jagieło, Berenika Okuniewska.
Chiny: Qiuyue Wei, Yunwen Ma, Juan Li, Suhong, Zhou, Ming Xue, Yomei Wang, Xian Zhang (libero) oraz Yunli Xu.
Sędziowali: Abdullah Alenezi (Kuwejt) i Frans Loderus (Holandia)